Jakie idee mają Polacy? Jakimi ideami żyją? Żadne? Nażreć się? Nachapać kasy? Za... i się napić? Zatroszczyć sie o przyszłość dzieci? Dom z ogródkiem? Czy trzeba czegoś więcej? Czy nie wystarczy po prostu żyć? Od zmierzchu do świtu i na odwrót, w zajęciu codzienną krzątaniną, która staje się treścią życia?

Czy pytanie o posiadanie jakichś ideii nie jest samo w sobie niestosowne? Przecież "my wiemy" co i jak. Wierzącymi w idee zasłane są pola wszystkich wojen. Właściwie gość, który stawia takie pytanie podlega natychmiastowemu acz łagodnemu ostracyzmowi. Taki postrzelony.

Nasze życie przemija w błyskawicznym tempie. Jesteśmy tak naprawdę myślami. Być może ktoś nas pomyślał, być może to myślenie wzięło się znikąd. Trwa ułamek czasu, który rozpaczliwie próbujemy wchłonąć w siebie, zachować, zatrzymać, napaść się.

Jesteśmy myślami i dlatego chcąc nie chcąc zawsze będziemy rezonować z jakąś myślą, kształtującą nasze życie, grającą muzykę naszych emocji, malującą obrazy naszych reakcji i postrzegania. Chcąc nie chcąc - mamy ideę. Być może jest to po prostu idea egoizmu i hedonizmu. "Pogoni za szczęściem i bezpieczeństwem". Dwóch rzeczy, których nie sposób zdobyć, ponieważ ich się nie zdobywa (odrębny temat).

W sensie społecznym idee kształtują cywilizacje i państwa. Poprzez kolejne życia ludzi, których już nie ma, tych którzy są. Myśli przechodzą dalej. Rozwijają się albo zanikają. Społeczeństwa tak jak ludzie, kultywując jakieś idee rozwijają się albo obumierają, bo jak pisał Richard Weaver "idee mają konsekwencje". A jakże. Niemal nieuchronne, choć jakże nienatychmiastowe.

Rzym na sto lat przed upadkiem, Francja przed rewolucją czy II wojną, czy hedonizm i egoizm nie były powszechnymi ideami w "tych" miejscach czasu i przestrzeni? Europa zdaje się być kontynentem całkowicie bezideowym - czytaj zanurzonym w hedoniźmie jako podstawowej wytycznej zachowań i reakcji ludzkich. USA podtrzymują idee chrześcijaństwa oraz wolności. Mit miasta na górze (warto się zapoznać). Wschód ma swoje idee. Islam swoje. Czy może tłusty i zadowolony wygrać z chudym i głodnym? Na dłuższą metę?

Ale bezidowy potwór Zbigniewa Herberta  zabija naprawdę. Właściwie jak pisze Poeta, tylko po ofiarach można poznać jego realność.

   dowodem istnienia potwora
   są jego ofiary

   jest dowód nie wprost
   ale wystarczający

   przez mgłę
   widać tylko
   ogromny pysk nicości

Wierność ideom, czy nawet próby są bezlitośnie karane. Materialnie bo  dobra są dla swoich. Bo "potoczność" musi się bronić we własnym gronie. Potem emocjonalnie, bo najświętsi propagatorzy ostatnich idei okazują cynicznymi egoistami żyjącymi celowo na koszt swoich "wyznawców". Na koniec następuje brak kompatybilności - z organizmem społecznym, który "już zrozumiał", "otworzył okna na świat", przyjął "rzeczywistość" do wiadomości.

Więc pozostaje pytanie albo może dwa. Czy w czasach gdy niewidoczny potwór nihilizmu z hedonistycznym pyskiem wymiata niemal wszystko, można ale tak naprawdę, pozostać "na kontrze?". Oraz to drugie, czy ludność żyjąca nad Wisłą ma jakiekolwiek idee, wykraczające poza codzienną krzątaninę?

Odpowiedzi są oczywiście bez znaczenia. Znaczenie ma tylko to co jest. Nie to co się wymyśla. Ale gdy się coś wymyśla, to wtedy myśli się stają i cieszą, i zabawnie jest je ogladać, i zdają się mówić, i robi się cieplej zimą.