Ostatnia debata republikańskich kandydatów na prezydenta przyniosła kilka ciekawych elementów.

1. Romney, który zachowywał się podczas poprzednej (poprzednich) debaty jak kluski z olejem z przylepionym uśmiechem i trzepiący wyuczone formułki, tym razem zaatakował. Strzał był dość celny a sprowadzał się do dwóch stwierdzeń odnośnie Newta Gingricha

a) Newt Gingrich został pozbawiony funkcji i zmuszony do odejścia z Kongresu przez Republikanów właśnie i to znaczną większością głosów. Zatem jego własna partia republikańska oceniła go negatywnie.

b) W czasie gdy mieszkańcy USA w tym Florydy (tam się odbywała debata) tracili swoje domy na skutek bańki spekulacyjnej, Newt Gingrich pobierał obfite wynagrodzenie od głównej firmy tkwiącej w tym "biznesie". Zatrudniony zaś został przez czołowego lobbystę tejże firmy.

Atak może się Romneyowi opłacić ale powinien go ponowić i wzmocnić spotami wyborczymi. Inaczej odźwięk może być za słaby. Czy stać go na to?

2. Prowadzący zapytał uczestników, który z nich może o sobie powiedzieć, że jest konserwatywny.

Romney uznał się za konseratystę z powodu założenia rodziny, tworzenia własnej firmy (biznesu), oraz mglistych osiągnięć jako gubernatora. Gingrich wyliczał osiągnięcia Reagana (że niby to "myśmy" osiągali). Santorum zarzucił obydwu pozostałym, że popierali reformę świadczeń zdrowotnych Obamy, a dziadek Paul zapytał "co to właściwie znaczy - być konserwatywnym".

Pytanie było uzasadnione. Bo skoro Obama założył rodzinę to też jest konserwatystą. Reagan który nie stworzył własnego biznesu - konserwatystą chyba nie jest. Romney wyrzucił wcześniej Gingrichowi, że jego stałe powoływanie się na "myśmy z Reaganem zrobili..." jest głupie, bo przeczytał pamiętniki Ronalda Reagana i nazwisko Gingricha było tam wspomniane jeden (słownie jeden) raz. Tyle sam co nazwisko ojca Romneya.

Ron Paul uważa, że być konserwatystą to mniej rządu, więcej wolności.

3. Na pytanie prowadzacego czy kandydacie uznaliby zablokowanie handlu przez cieśninę Ormuz, przez Iran za akt wypowiedzienia wojny, trzech z nich zdecydowanie opowiedziało się za natychmiastową wojną, bombardowaniem i zabiciem wszystkich co żyją w Iranie. No... może trochę przesadziłem ale tylko trochę.

Ron Paul zapytał, jeśli zablokowanie handlu przez cieśninę jest aktem wypowiedzenia wojny, to czym jest zablokowanie komuś handlu przez wprowadzenie sankcji? Czy nie jest to akt wypowiedzenia wojny właśnie? Na szczęście starszemu panu nie udzielano za często głosu.

4. Ogólne wrażenia:

Romney - próbuje stać się "mężczyzną" ale wcześniej przyjęta poza uśmiechnętego pleciugi nie chce się od niego odczepić.

Gingrich - fighter, walczak. Kocha nieczyste gry i nieczyste chwyty. Będzie każdym jeśli trzeba, konserwatystą, libertarianistą, albo kim kolwiek, bo to są narzędzia na drodze do wygranej. Dziwne bo ostatnio widocznie i ostentacyjnie adoruje Rona Paula (być może z nadzieją na jego endorsement).

Paul - fatalnie wygląda w światłach kamer. Starość przebija się na jego twarzy takim kontrastem do pozostałych, że szkoda gadać. To nieprawda, że wiek musi być widoczny w telewizji, Każdy kto tak sądzi niech obejrzy ostatni występ Maryli Rodowicz. Paul zyskuje 100% gdy zaczyna mówić. Wtedy uwaga odwraca się od "fizis" a skupia na 'message" a ta jest atrakcyjna.

Santorum -  młody nieskażony. Przynajmniej taką gra rolę. Widać w nim pretensję do starszych z większymi szansami. Nie występuje jako zwycięzca ale jako przegrany, który ma o to pretensje że przegra. W sumie poza pewnie krwiożerczością w zakresie międzynarodowym, facet do rzeczy.

I to tyle na dzisiaj. Polecam bo warto obejrzeć. Acha, ostatnie wyniki Paula (spadki z ok 20% na ok 10%) zdają się sugerować, ze w swoim ogóle Ameryka chce więcej wojny, więcej zbojeń, więcej długu i kontroli obywateli, a mniej wolności.Trochę szkoda. Ale może się mylę.