Wolny świat nie mógł już dłużej czekać z bombardowaniem Trypolisu. Zgromadzone tam środki obrony przeciwlotniczej zagrażały życiu nieuzbrojonych cywili w Bhengazi a przecież rezolucja nr 1973 jasno wskazywała, że należy podjąć WSZELKIE NIEZBĘDNE działania by chronić cywili.

Dlatego USA zrobiły idiotę z Sarkozego odpalając salwę ponad 100 tomahowków dokładając następnie bomby, w czasie gdy samoloty francuskie już wcześniej patrolowały przestrzeń powietrzną Libii i "Według AFP, obleciały one całe terytorium Libii, nie napotykając "żadnych problemów".

Co prawda trochę głupio wyszło bombardowanie obrony przeciwlotniczej kraju, nad którym można latać bez żadnych problemów, trochę jak ze strąceniem samolotu libijskiego nad Bhengazi, który okazał się samolotem rebeliantów. Na szczęście są jeszcze odpowiedzialne i wolne media, które nie będą zbyt dociekliwe bo i po co.

Powiedzmy sobie jasno - powodem interwencji humanitarnej prowadzonej za pomocą pocisków Tomahawk oraz niewykrywalnych bombowców B2 jest ochrona nieuzbrojonych cywili a nie destabilizacja regionu z Arabią Saudyjską jako ostatecznie ostatnią kostką domina. Po interwencji wskutek której oczywiście ucierpią instalacje wydobycia ropy w Libii, Zachód udzieli Libii pomocy i odbuduje je, w naturalny sposób pomagając w wydobyciu i sprzedaży tego surowca.

Zachód przekazał jasną wiadomość, dyktatorzy w krajach posiadających dobra naturalne muszą się wynieść, Kadafi must GO! Oczywiście interwencja w Jemenie czy Sudanie nie ma sensu. Za to ma sens interwencja w Bahrainie w celu "uspokojenia sytuacji" ( chodzi o pacyfikację protestujących cywili ).

Martwić może jedynie niska skuteczność negocjacyjna Zachodu, który by móc bardziej wprowadzać pokój, pewnikiem zaproponował Chinom a w szczególności Rosji jakieś immunitety od wyświetlania na jaw ich mało chwalebnych akcji, nie uzyskując za ten dar, poparcia dla interwencji w Libii a jedynie "wstrzymanie się od głosu".

Najważniejsze, że demokracja i wolność zostanie obroniona.