Odwołanie zapowiedzi zbudowania "Tarczy rakietowej" oraz unieważnienie podpisanej już umowy z Czechami w tej sprawie dowodzi, że USA ufać nie należy, a poważnie traktować ich zapowiedzi czy polityki po prostu nie wypada.
W jakiej sytuacji znalazły się bowiem państwa, które wbrew opinii własnych obywateli, oraz wbrew interesom państw i organizacji sąsiedzkich porozumiały się z USA w sprawie budowy "Tarczy"? W sytuacji - wystrychniętego na dudka.
Państwem poważnym, takim które dotrzymuje zapowiedzi, a więc obietnic i gróźb okazała się Rosja. Okazuje się, że wola Ameryki jest ważna do końca kadencji aktualnej administracji.
A może to jednak my wysadziliśmy plany tarczy w powietrze, spiskując przeciwko jej realizacji z Ronem Asmusenem - reprezentantem demokratów? Dzięki naszej wysublimowanej taktyce przeciągania w nieskończoność negocjacji w sprawie tarczy, administracja Busha nie mogła sfinalizować tego projektu, a z demokratami było ustalone, że projekt "upupimy".
A może po prostu do Obamy doszedł w końcu dowcip, który nasz mąż stanu minister Sikorski opowiadał o prezydencie USA, mianowicie, że ma polskie korzenie bo jego dziadek zjadł polskiego misjonarza. Kto wie... czy Obama ma takie samo poczucie humoru jak nasz minister? Decyzja w sprawie tarczy może nasuwać tu pewne wątpliwości.


